poniedziałek, 16 marca 2015

Prolog [Aurore]

Przysięgam, że to nie był pierwszy raz kiedy oberwałam włosami swojej siostry. Nie dość, że zamknęła się w łazience na trzy godziny przed wyjściem, czesząc je i zaplatając, a następnie zmieniając zdanie, to teraz jeszcze się spóźniała. Pomyśleć, że to wszystko dla jakiegoś chłopaka, Chrisa. Tylko co obchodził mnie jakiś napakowany Puchon, skoro na szali leżało moje dobre wrażenie? Okej, spóźnianie się jest teraz modne gdzieś w USA, ale ja nigdy tego nie robię. No dobra. Właściwie, to był mój pierwszy raz. Czas uciekał, a Anne zgubiła gdzieś nie tylko swoją różdżkę, ale i jakąś błyskotkę otrzymaną od „miłości swojego życia”. Nie zrozumcie mnie źle, ta dziewczyna to świetna osoba (w końcu jesteśmy spokrewnione), ale bardzo nieodpowiedzialna. Wciąż narzeka, że jestem nadopiekuńcza. Ale jak tu nie być? Szczególnie, że ostatnio zaczęła spotykać się z tym podejrzanym blondynem. Wielki jak drwal i podobno taki wspaniałomyślny, wielkoduszny i miły. Akurat. Zanim się obejrzy, wyskoczy z ciemnej uliczki z toporem albo okaże się tylko jednym z tych paskudnych domokrążców, którzy na siłę chcą coś sprzedać. Zobaczycie, to typowe, zwłaszcza jeżeli chodzi o chłopaków mojej młodszej siostry. Jej ostatni obiekt westchnień, starszy o dwa lata Sean zerwał z nią, aby rzucić szkołę i polować na dzikie smoki. Biorąc pod uwagę jego odwagę, pewnie największym co uda mu się złapać będzie jakiś przerośnięty kurczak. Bez urazy dla kurczaków, serio, nic do Was nie mam. Oprócz tego, że drób potrafi być taki kaloryczny. Tak szczerze, to pewnie coś jeszcze by się znalazło. Aczkolwiek, dość tego odbiegania od tematu. Jak się okazuję, obie zguby znalazły się w torebce, którą cały czas miała na ramieniu. Jeżeli kiedyś osiwieję albo zwariuję przyśle jej rachunek. Chwyciłam własny bagaż, oraz ramię swojej towarzyszki i siłą wypchnęłam ją zza drzwi frontowe. Musiałam być stanowcza - żadnego wracania po zapomniane buty, rodzice najwyżej doślą pocztą. Na szczęście na dworzec nie mamy daleko, inaczej matka przez wiele kilometrów musiałaby słuchać tyrady na temat tego, jak to jej młodsza córka potrafi przysporzyć kłopotów. Temat-rzeka, mogłabym o tym wydać książkę. Czuję, że to byłby hit, szczególnie wśród ludzi z młodszym rodzeństwem. Tak, najwyraźniej inni też mieli z nim kłopoty! Peter bezustannie opowiada mi o Jacku. Jako, że jesteście nie na czasie, pozwólcie, że wytłumaczę. Peter to mój przyjaciel, Gryfon z tego samego roku. Uroczy chłopak, no i nie przeczę, że całkiem ładny... Miejmy nadzieję, iż tego nie czyta. Jeżeli to czytasz chłopie, to doskonale wiesz, że to żart, prawda? Pewnie. Zawsze miałeś poczucie humoru. Pamiętam, że od samego początku dnia nie mogłam doczekać się spotkania z nim i resztą moich znajomych. Część z nich nawet mogę przedstawić. Charlotte. Moja... Jak to oni teraz mówią? BFF? Dziwnie. W każdym razem znamy się od dzieciństwa i jest dla mnie jak rodzina. Prawdopodobnie mam z nią lepsze relacje, niż z ludźmi, których faktycznie łączy ze mną powinowactwo. Bell, to koleżanka z dormitorium. W sumie to nie mamy wielu tematów do rozmów, ale ciekawa z niej osoba, w końcu to rdzenna Indianka. Eugene, chłopak, który uwielbia mnie wkurzać. Zresztą, nie tylko mnie. Ktoś napełnił wasze łóżka szyszkami i piórami hipogryfa? To na pewno on, nie ma żadnych wątpliwości. Szczęśliwie dla zdrowia osoby stojącej najbliżej obok mnie (jakaś ciemnowłosa dziewczyna) na Kings Cross wpadłyśmy spóźnione, ale nie całkowicie. Kiedy przebiegłyśmy przez barierkę, pociąg nadal stał na miejscu, wypuszczając z siebie kłęby dymu, a uczniowie na siłę pchali do niego swoje walizki. Upewniwszy się najpierw, że Anka dotarła do właściwego przedziału (w zeszłym roku trafiła na ten nauczycielski, co nie skończyło się dobrze) sama postanowiłam zająć miejsce. Tak jakoś się złożyło, że zawsze siedzę z Gryfonami, bo Peter zawsze zajmuje mi siedzenie obok siebie. Słodko, prawda? Niby mogłabym iść gdzie indziej, ale jak zawsze mijam Krukonów machających do mnie, kilka Ślizgonek witających mnie uśmiechem i ostatecznie opadam na fotel między swoim przyjacielem, a rudą dziewczyną z burzą loków. Nie czuję się na siłach, żeby rozmawiać, po tej całej hecy, wyrządzonej dzisiaj rano, ale słucham i kiwam głową. Kilka osób, tych bardziej ze mną związanych, rzuca mi ukradkowe spojrzenia pełne zrozumienia, czasem litości albo zaniepokojenia. Zbywam je wszystkie, bo to ostatnie o czym chcę rozmawiać. W końcu przechodzimy do tematu, który nurtuje nas wszystkich najbardziej - wymiana międzyszkolna. Jak to wszystko się skończy? Poprzednie nie wypadały zbyt dobrze, nie wszyscy z nich wracali. Bywało też, że część zagranicznych studentów zostawiało Londyn - czasem ugryzła ich książka w bibliotece, czasem nie nadążali za materiałem. Pada kilka imion, ale żadnego z nich nie znam - wiem jedynie, że to jacyś starzy znajomi Jacka. To zabawne, bo bardzo często zapominam, że bracia Greene, są w połowie Norwegami. Słyszałam co prawda jak nawijają do siebie, używając tego dziwnego języka, ale kiedy mówią po angielsku nie słychać ani śladu niewłaściwego akcentu. Pewnie to przez to, że od zawsze mieszkali w Wielkiej Brytanii, nie w Skandynawii. Podróż nigdy mi się niedłuży, nie zdziwiłabym się zatem gdybyśmy już za chwilę znaleźli się na miejscu. Kieruję swój wzrok na pola za oknem i usadawiam się wygodniej, trącając przy tym rudowłosą Szkotkę. Cicho przepraszam, ale pewnie nawet tego nie zauważyła. Szykuje się ciekawy rok, co do tego mogę być pewna.







Słowo wstępu


Witam wszystkich szalonych ludzi, którzy zechcieli tu zajrzeć!

Skąd wiem, że tacy są? W końcu "my wszyscy tu jesteśmy szaleni". Jeżeli pragniesz podjąć się tego wyzwania, jakim jest czytanie mojej (niewątpliwie nie najlepszych lotów!) twórczości, serdecznie zapraszam! Komentarze mile widziane - fajnie wiedzieć, że ktoś w ogóle na to patrzy. Zanim jednak zaczniecie (chociaż nic jeszcze tu nie ma) polecam przejrzenie zakładki Bohaterowie oraz Zarys Fabularny. Nie znajdziecie tam spoilerów, a jedynie informacje Wam potrzebne. W pierwszej z nich opisano czterech narratorów (którzy z biegiem czasu pewnie będą się zmieniać) - resztę postaci przedstawią Wam raczej oni, w swoich własnych opisach. Natomiast Zarys Fabularny zawiera krótki opis ogólnej fabuły wraz ze Spisem Treści. Pewnie powinnam się przedstawić, jednak nie mam zamiaru tego robić. Może później. Może nie. To w końcu nie jest blog o mnie. Wiem, że nikt nie lubi czytać długich bredni, dlatego tylko tyle mam do powiedzenia. 


PS. Pozdrawiam Erethor, która jest najlepszą księżniczką, Hmaugie, Żelazko i Perniczkową Wdowę. Jeżeli nie jesteście z fandomu Percy'ego Jacksona i to w dodatku z Rzymu raczej nie zrozumiecie, ale nie musicie próbować.